Michał Breś – pucybut

Michał Breś to poznański tancerz i miłośnik butów. Podczas GoAt Swing Exchange 2017 miałam okazję wysłuchać historii o jego pasji – pielęgnacji obuwia. Jego firma „Pucybut” była jednym z niewielu miejsc w Polsce, która utrzymywała tradycję i zawód pucybuta. W rozmowie Michał wspomina o narodzinach tego nietypowego pomysłu i tym, jak wyjątkowym zajęciem jest czyszczenie butów.

Jak stałeś się pucybutem?

Od zawsze pasjonuję się obuwiem i koszulami. Lubię czyścić buty. Kiedy przychodzi niedziela wyciągam wszystkie pary, które mam, nieważne czy były czyste czy nie, i poleruję je na nowo. We wrześniu 2016 byliśmy grupą na Retro Weekendzie Summer’s End w Warszawie. Siedzieliśmy przed imprezą przy piwie i rozmawialiśmy. Powiedziałem, że chciałbym czyścić buty i pojawiło się pytanie “dlaczego nie?” Po powrocie odezwała się do mnie Ewa Siwy, która stała się głową przedsięwzięcia. Ja byłem rękami, ruszyliśmy z tematem. Kupiłem skrzyneczkę z podestem na nogę, wziąłem taboret i poszedłem na ulicę, żeby sprawdzić czy znajdę klientów. To była zima, wystawiliśmy potykacz z informacją o czyszczeniu butów i o tym, że jeśli komuś spodobają się nasze usługi, to może zapłacić. I tak ludzie siadali. To wtedy Ewa zadzwoniła i zapytała “Michał, robimy to?” W grudniu mieliśmy już podpisaną umowę ze Starym Browarem, a nie mieliśmy jeszcze stanowiska. Projekt był już wysłany, a czasu brakowało. To, jak powstał podest, to był fuks. Tylko jedna osoba w Poznaniu zgodziła się go wykonać z drewna według naszego projektu. Już po tygodniu od telefonu Ewy mieliśmy nie tylko umowę ze Starym Browarem, ale też krzesło, podest i wszystko, co było potrzebne do otworzenia stanowiska.

 

Z dnia na dzień w Twoim życiu pojawił się nowy temat, a przecież ciągle chodziłeś do regularnej pracy.

To prawda. Na co dzień pracuję w największym kutrze rybackim w Poznaniu – Liesnerze, jestem specjalistą ds. rozliczeń produkcji. Z pracy jechałem do Pucybuta żeby zmieniać chłopaków. Było to bardzo czasochłonne. Mam rodzinę, przez ten czas prawie nie widywałem swojego syna. Później znalazłem więcej pracowników i miałem wolne środy. Jednak będąc w domu uciekałem myślami do Pucybuta. Miałem wtedy zamówienia do wykonania w domu – część klientów przynosiła buty na stanowisko i wracała po 3-4 dniach albo przesyłała je pocztą – nawet po 10 par!

Teraz nie prowadzisz już oficjalnego stanowiska Pucybuta. Czy można się do Ciebie zgłosić prywatnie?

Oczywiście. Mam też swoich stałych klientów, którzy się do dziś odzywają, przyjeżdżają, umawiamy się i cały czas czyszczę ich buty w domu.

 

Obserwując Twoje posty często czyta się o efekcie lustra. Na czym on polega?

But świeci się jak lustro, można się w nim przejrzeć. To wymaga czasu i pracy – przy nowych butach samo masowanie czubka zajmuje około półtorej godziny. Wbrew pozorom nakładanie kolejnych warstw wosku i obserwowanie, jak but zaczyna się błyszczeć to bardzo fascynujące zajęcie. Największe zawody pucybutów na świecie właśnie na tym polegają. W Poznaniu były Mistrzostwa Polski i zająłem 3. miejsce. Nauczyłem się dzięki temu bardzo dużo, okazało się, że są łatwiejsze sposoby na osiągnięcie tego efektu. Od razu zasięgnąłem języka u ludzi, którzy byli bardzo pomocni i świetnie spędziłem czas.

Dlaczego zawód pucybuta jest wyjątkowy?

Pojawiało się u nas wiele ciekawych osób, o których można było się czegoś dowiedzieć.
Wiele osób się nam zwierzało. Byłem odpowiednikiem fryzjera. Klienci siadali i mówili o sobie. Kiedy zaczynałem pracę w sobotę o 9 rano, to regularnie przychodzili do mnie panowie z dziećmi. Mówili, że żona zajmuje się domem, a oni ten czas co tydzień spędzali u mnie. To stawało się ich rytuałem.
Czyszczenie obuwia u pucybuta jest niesamowitym rodzajem masażu stop. Wiele kobiet przychodziło w czystych butach właśnie po to żeby się zrelaksować. Czasem przynosiły nawet dwie pary – kiedy skończyłem polerować pierwszą, zakładały drugą parę i wracały na fotel.
Podobno goście zza granicy przylatujący na targi dowiadywali się o nas już na lotnisku i stawaliśmy się jedną z atrakcji ich pobytu. Specjalnie przyjeżdżali do Starego Browaru, a my dzięki temu szlifowaliśmy język.
Byli też klienci, którzy przychodzili i słyszałem “ratuj, za 30 minut mam randkę”. Nasączaliśmy wtedy gąbkę swoją tajemną recepturą i praliśmy na nogach trampki i sznurowadła. Widziałem ich potem przechodzących obok z dziewczyną, kiedy do nas porozumiewawczo machali.

 

Jak wygląda ta branża za granicą?

W Wielkiej Brytanii pucybuci mają czerwone, ekskluzywne dywany. Ale tam jest inna kultura, u nas ten temat dopiero się rozkręca. Podobno w Indiach na każdym rogu są pucybuci. Na Wall Street dzięki opowiadaniom swoich klientów pucybuci wiedzą, co się dzieje na giełdzie. Chciałbym zobaczyć jakiej techniki i preparatów używają nowojorscy pucybuci. Ja używam Saphira i uważam, że nie ma lepszej pasty. Ma nie tylko świetne działanie, ale też zapach. Kiedy się je tylko otworzy pachną migdałami. Jak zostawi się w korytarzu wypastowane buty na noc, rano pięknie pachnie.

 

Czy to prawda, że najlepszy połysk się uzyskuje spluwając na but, a nie mocząc wodą, czy są to filmowe chwyty?

Coś w tym jest. Czyszcząc buty w domu sprawdzałem czy to działa. W ślinie są substancje, które pomagają w polerowaniu butów na błysk. Jednak i tak najlepszy efekt daje pończocha. Zdarzało mi się iść do Gino Rossi po stópki i czyścić nimi buty. To daje niesamowity połysk, bo dzięki porowatości w połączeniu z napastowaną skórą można osiągnąć świetny efekt. Na Mistrzostwach Polski spotkałem pucybutów, których żony siedziały na widowni gotowe w razie potrzeby zdjąć pończochy, by mąż mógł osiągnąć lepszy efekt lustra.

Related Article

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *